Piknik, Piknik...
Link 24.03.2008 :: 13:51
Komentuj (4)Czyli o tym, jak to wygląda, kiedy zamiast contestu robi się zwykły, deskowy spęd.
A zaczęło się tradycyjnie, czyli od pomysłu kogoś, który przez kogoś dotarł do kogoś. Idea była taka: dajemy ogłoszenia na stronach pokroju tych poniżej o tym, że jest meeting snowboardowo- relaksacyjny. Pięknie to brzmi, wygląda jeszcze lepiej.
Chciało się jednak ludziom w ilości pokaźnej pojawić się na Białym Krzyżu w święta, oderwać się od pisanek i innych jajek po to, by sobie posiedzieć, pojeździć, poszaleć i ogólnie się bawić. Idea wypaliła. Przez niedzielę i poniedziałek (przy czym zaznaczam, że obecnością zaszczyciliśmy jedynie dzień pierwszy) trwał piknik, którego głownym celem było "walić konkursy, spotykamy się w nastroju wielkanocnym, poślizgamy się, pogadamy, popijemy itp, będzie spoko". Było.
Do dyspozycji tych, którym chciało się tachać snowboardy na BK było dużo zabawek znanych i mniej znanych. Była więc łamana rurka oraz rurka prosta ("wypożyczona" z Julian...), osławiona już dubeltóweczka, box większy i prosty box, który tym razem prosty był, ale pod górkę, na armatę. Plus do tego beczka, rozmaite zwichrowania terenu i mamy piknik jak się patrzy. Ci, co jeździć nie chcieli, też mieli co robić. Był więc batucik, okupowany przez ludzi w przedziale wiekowym od lat 3 przez dojrzałą już Panią Joannę, do takich person jak Mutek czy Krzyś D, którzy na tymże bawili się w salta i piruety. Były skutery śnieżne (nie załapaliśmy się), kiełbaski (też nie), ponoć jakieś piwka (jak wyżej) i te wszystkie dobrodziejstwa, jakie oferował Zajazd Regionalny, po cenach oczywiście górsko-rejonowych (czytaj: z 5 razy tyle co na osiedlu). Zabawę czas zacząć!
I miło było, pojawiło się ludzi masę, i narciarzyków, i deskarzyków, i fotopstrykaczy, i gości z Danii, i kombatantów deskowych przybyłych "dla zajawy" i w końcu zwykłych śmiertelników, którzy wpadli popatrzeć, poskakać i ogółem wdrożyć siebie w obecność na pikniku sportowca. Wrażenia wyśmienite, bo jako że od soboty osobiście nie trawię jakichkolwiek contestów deskowych, to idea zwyczajnego przyjazdu i poślizgania się w atmosferze muzyki rozmaitej płynącej z głośnika i zapachu spalonych kiełbasek, spodobała mi się bardzo bardzo.
Na koniec oczywiście pozdrowię tych, co byli, tym, co nie byli powiem żeby żałowali, a na następnym tego typu mitingu pojawię się obowiązkowo. Personality01, fakty...
2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
ashbury
brelok
colt
djn rapy
dubiel
dziara
dżejson
emka
francuz
gk
havana
herman
karaś
kryzys
ksx
kuraj
majtki
maru
max
modest
ogień
roadkill
sirmenelik
pogoda
ponton
wroclove
naszaklasa
grono
myspace
360mag
vimo
bmx.pl
jibbinfo
metaledge