Czyli o tym, jak to wygląda, kiedy zamiast contestu robi się zwykły, deskowy spęd.

A zaczęło się tradycyjnie, czyli od pomysłu kogoś, który przez kogoś dotarł do kogoś. Idea była taka: dajemy ogłoszenia na stronach pokroju tych poniżej o tym, że jest meeting snowboardowo- relaksacyjny. Pięknie to brzmi, wygląda jeszcze lepiej.

Chciało się jednak ludziom w ilości pokaźnej pojawić się na Białym Krzyżu w święta, oderwać się od pisanek i innych jajek po to, by sobie posiedzieć, pojeździć, poszaleć i ogólnie się bawić. Idea wypaliła. Przez niedzielę i poniedziałek (przy czym zaznaczam, że obecnością zaszczyciliśmy jedynie dzień pierwszy) trwał piknik, którego głownym celem było "walić konkursy, spotykamy się w nastroju wielkanocnym, poślizgamy się, pogadamy, popijemy itp, będzie spoko". Było.

Do dyspozycji tych, którym chciało się tachać snowboardy na BK było dużo zabawek znanych i mniej znanych. Była więc łamana rurka oraz rurka prosta ("wypożyczona" z Julian...), osławiona już dubeltóweczka, box większy i prosty box, który tym razem prosty był, ale pod górkę, na armatę. Plus do tego beczka, rozmaite zwichrowania terenu i mamy piknik jak się patrzy. Ci, co jeździć nie chcieli, też mieli co robić. Był więc batucik, okupowany przez ludzi w przedziale wiekowym od lat 3 przez dojrzałą już Panią Joannę, do takich person jak Mutek czy Krzyś D, którzy na tymże bawili się w salta i piruety. Były skutery śnieżne (nie załapaliśmy się), kiełbaski (też nie), ponoć jakieś piwka (jak wyżej) i te wszystkie dobrodziejstwa, jakie oferował Zajazd Regionalny, po cenach oczywiście górsko-rejonowych (czytaj: z 5 razy tyle co na osiedlu). Zabawę czas zacząć!

I miło było, pojawiło się ludzi masę, i narciarzyków, i deskarzyków, i fotopstrykaczy, i gości z Danii, i kombatantów deskowych przybyłych "dla zajawy" i w końcu zwykłych śmiertelników, którzy wpadli popatrzeć, poskakać i ogółem wdrożyć siebie w obecność na pikniku sportowca. Wrażenia wyśmienite, bo jako że od soboty osobiście nie trawię jakichkolwiek contestów deskowych, to idea zwyczajnego przyjazdu i poślizgania się w atmosferze muzyki rozmaitej płynącej z głośnika i zapachu spalonych kiełbasek, spodobała mi się bardzo bardzo.

Na koniec oczywiście pozdrowię tych, co byli, tym, co nie byli powiem żeby żałowali, a na następnym tego typu mitingu pojawię się obowiązkowo. Personality01, fakty...
Name:


Komentarze:

26.03.2008 :: 08:46 :: 83.22.215.52
pontoon
byłem na chwile ale skręciłem w lasek ^_^

24.03.2008 :: 20:34 :: 87.105.116.248
personality01
nie byłem rok temu

24.03.2008 :: 19:49 :: 83.4.101.139
menelamk
a tam huja, w zeszlym roku bylo whuj lepiej

24.03.2008 :: 14:33 :: 194.182.142.5
trzeciafaza
pojechałam na beczce i na skuterze
skorzystałam z kiełbaski
śmichy chichy i sympatycznie :)